A A A

W końcu!
Chwila wytchnienia od ciągłego wyścigu w pracy. Upragnionych kilka dni wolnego od projektów, niedorzecznych terminów, remontów, kosztów, materiałów...
Te kilka dni jest tylko dla mnie... Dla mnie i dla Sanu. 
Tak sobie to wymarzyłem. Niestety obowiązki dopadły mnie również w Bieszczadach i polowanie na metrowe głowacice musiałem dzielić z remontem u teściów... ale nie o tym chciałem.
Chciałem się z Wami podzielić emocjami, choć wiem, że nie będzie łatwo. Podzielić adrenaliną, walącym sercem, euforią, spełnieniem... Nie umiem do końca wyrazić tego słowami co wtedy czułem...

Napisałem długi reportaż pełen porównań, cytatów, wyszukanych epitetów... Po chwili zastanowienia skasowałem to w cholerę.
Podzielę się z Wami tymi emocjami w inny sposób. Prostszy, przyjazny dla oka i ucha.
Zapraszam do obejrzenia filmu pt: "Oh La La KIEŁBACHA!"

Skąd taki tytuł?
Spotkał ktoś z Was grupkę Francuzów na Sanie czy Dunajcu? Nie? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi...